Myśli samobójcze przerażają. Lepiej o nich nie mówić, lepiej nie pytać. To temat tabu, tymczasem w wielu przypadkach są preludium samobójstwa. O tym, dlaczego trzeba na ten temat rozmawiać, jakie sygnały powinny wzbudzić niepokój i gdzie szukać pomocy, mówi Karolina Smolarczyk-Szpin – psychiatra i psychoterapeuta.
Często uznawany za grzech: Podobnie jak w katolicyzmie, prawosławie zachęca do zachowania czystości przedmałżeńskiej i kontrolowania pożądania seksualnego. Islam: Zazwyczaj uznawany za grzech: W islamie zachowanie czystości seksualnej jest silnie podkreślane, a wszelkie akty seksualne poza małżeństwem są surowo zakazane. Judaizm
Bierne myśli samobójcze, wyjaśnione. Prawdopodobnie nigdy nie słyszałeś tego terminu. Eksperci definiują bierną ideę samobójczą³ jako rozważanie śmierci lub przechowywanie życzenia śmierci, bez aktywnego działania w kierunku tego wyniku. To ' s różne od bycia samobójcą, ale jeśli pozostawione bez kontroli może prowadzić
Myśli samobójcze są często efektem depresji, uzależnień oraz różnych zaburzeń psychicznych. Myśli takie są związane z chęcią odebrania sobie życia. Dla wielu osób jest to wyraz chęci ucieczki od nawarstwiających się problemów, a często to jedynie wołanie o pomoc. Myśli samobójcze mogą pojawić się na każdym etapie naszego życia i dotyczą każdej grupy wiekowej.
Myśli samobójcze i depresja mogą iść w parze. A depresja to nie tylko choroba dorosłych; dzieci również doświadczają depresji. Ale oznaki myśli samobójczych u dzieci mogą nie zawsze być oczywiste. Dzieje się tak, ponieważ dzieci z myślami samobójczymi mogą nie mówić o nich bezpośrednio, tak jak mógłby to zrobić dorosły.
Nie będę wyrokować czy to grzech ciężki, bo jak napisał xc, jest to raczej stan patologiczny, z którym w pierwszej kolejności należy się wybrać do specjalisty (psychologa, może psychiatry). Do grzechu bym zaliczyła brak terapii, czyli brak dbania o siebie w tej kwestii. Oczywiście zależy jak często Ci się zdarza nienawidzieć
. - Istnieje taka dość logiczna myśl: jeżeli odbieram sobie życie – popełniam morderstwo na sobie, czyli przekroczyłem piąte przykazanie. I umieram w stanie grzechu ciężkiego. Skoro człowiek, który umiera w stanie grzechu ciężkiego, idzie do piekła, wychodziłoby na to, że osoby, które popełniły samobójstwo, idą do piekła. Czy tak naprawdę jest? – pyta na początku rozmowy o. Leonard Bielecki OFM, współtwórca franciszkańskiego kanału na YT „Bez sloganu”. W kolejnym odcinku z serii „psychologia vs teologia” o tym ważnym temacie rozmawiają o. Leonard Bielecki OFM, i o. dr Franciszek Chodkowski OFM. Skąd się bierze pytanie o zbawienie samobójców? Jak zauważają franciszkanie, być może stąd, że coraz więcej ludzi po prostu nie radzi sobie z życiem. Chcą od niego uciec, ale mają wątpliwości, bo chcą także być zbawieni. - Pan Bóg na końcu życia rozliczy nas z mądrości podejmowanych decyzji i wypełniania jego woli: czy kochaliśmy, czy potrafiliśmy kochać, czy stawaliśmy się coraz bardziej na jego obraz o podobieństwo – mówi o. Franciszek Chodkowski. - W człowieku jest naturalna dążność do tego, by przeżyć, by uniknąć śmierci. Po to chodzimy do lekarza. Jeśli z człowiekiem wszystko jest w porządku, to chce żyć – podkreśla w nagraniu franciszkanin. Twórcy „Bez sloganu” zadają sobie pytanie, co takiego strasznego dzieje się w człowieku, z jego umysłem, sercem, emocjami, psychiką, że nagle traci wolę życia? Jak podkreślają, w kontekście samobójstwa rozpatrywanego jako grzech bardzo ważna jest kwestia dobrowolności. następująca sprawa. Jakiekolwiek zabójstwo jest złem, grzechem. Samobójstwo też jest zabójstwem - a więc też jest złem i grzechem. - Żeby był grzech śmiertelny, musi być kontekst, musi być dobrowolność. Dzisiaj teologia współpracuje z psychologią, a psychologia nam podpowie, że jeżeli wszystko jest w porządku, to nikt się na swoje życie nie targnie. Jeżeli ktoś się targnął na swoje życie, to znaczy, że coś zostało zachwiane. Że pojawił się jakiś problem, jakaś choroba psychiczna, stan duszy, który to spowodował tu psychologia mówi, że tego czynu nie można potraktować jako dobrowolny – wyjaśnia o. Franciszek. Jak wniosek wyciągają z tej psychologicznej podpowiedzi franciszkanie? Bardzo logiczny: skoro samobójstwo to nie jest czyn dobrowolny, tylko spowodowany jakimś strasznym doświadczeniem, czymkolwiek ono jest – nie ma warunku do zaistnienia grzechu śmiertelnego, bo tym warunkiem jest dobrowolność. - Dlatego przypuszczamy, że osoba, która jest w takim stanie ducha, psychiki, emocjonalnym i odbiera sobie życie – nie wie, co robi. Tak bym to powiedział – podsumowuje o. Franciszek. – I to nam daje przesłankę, daje nadzieję, że te osoby nie będą potępione. - Nie tyle możemy powiedzieć, że ten człowiek jest w niebie, co nie możemy powiedzieć, że ten człowiek jest w piekle – dodaje o. Leonard. Całą rozmowę można obejrzeć poniżej: Tworzymy dla Ciebie Tu możesz nas wesprzeć.
Jakiś czas temu, w stolicy dużego kraju w samym środku Europy, zdesperowany człowiek dokonał strasznej zbrodni. Popełnił ją na samym sobie. Polał się łatwopalną substancją i podpalił. Po kilku dniach, na skutek odniesionych ran, umarł. W kwestii samobójstwa Kościół Katolicki zajmuje stanowisko jednoznaczne, niepodlegające dyskusji : KKK 2280 Każdy jest odpowiedzialny przed Bogiem za swoje życie, które od Niego otrzymał. Bóg pozostaje najwyższym Panem życia. Jesteśmy obowiązani przyjąć je z wdzięcznością i chronić je ze względu na Jego cześć i dla zbawienia naszych dusz. Jesteśmy zarządcami, a nie właścicielami życia, które Bóg nam powierzył. Nie rozporządzamy nim. KKK 2281 Samobójstwo zaprzecza naturalnemu dążeniu istoty ludzkiej do zachowania i przedłużenia swojego życia. Pozostaje ono w głębokiej sprzeczności z należytą miłością siebie. Jest także zniewagą miłości bliźniego, ponieważ w sposób nieuzasadniony zrywa więzy solidarności ze społecznością rodzinną, narodową i ludzką, wobec których mamy zobowiązania. Samobójstwo sprzeciwia się miłości Boga żywego. KKK 2282 Samobójstwo popełnione z zamiarem dania „przykładu”, zwłaszcza ludziom młodym, nabiera dodatkowo ciężaru zgorszenia. Kościół Katolicki modli się za dusze ludzi, którzy odebrali sobie życie, wierząc w nieskończone Boże miłosierdzie, ale sam czyn uznaje za jednoznacznie grzeszny, niepodlegający żadnemu usprawiedliwieniu. Śmierć w płomieniach to śmierć okrutna, skazująca człowieka na niewyobrażalne męki. Każdy, kto podnosi rękę, by dokonać tak barbarzyńskiego czyny musi być jednoznacznie, ponad wszelką wątpliwość, potępiony. Nawet jeśli ten akt przemocy dotyczy samego siebie, bez względu na pobudki, którymi się człowiek kieruje. Jeszcze do niedawna żyłem, jak się okazuje, w złudnym przekonaniu, że w tej części świata w dwudziestym pierwszym wieku, palenie ludzi żywcem to akt okrucieństwa, który już nas nie dotyczy, że tego typu barbarzyństwo jest już nam, światłym Europejczykom, obce. Z przerażeniem stwierdzam, że nie tylko nie jest obce, ale do tego jeszcze są w tym kraju ludzie, którzy temu okrucieństwu przyklaskują! Ludzie mądrzy, światli, wykształceni, tacy, z których diagnozami społecznymi liczy się opinia publiczna, ludzie kultury i sztuki i o zgrozo! – katolicy, księży katolickich nie wyłączając, opętani jakimś szaleństwem, spalenie żywcem człowieka chcą wynieść do rangi bohaterstwa, czynu pięknego, godnego upamiętnienia, szacunku i podziwu! Co się z nami stało, jaki wirus głupoty nas opętał, jakie zaczadzenie umysłowe nas dosięga?! Jak można gloryfikować samobójstwo, jak można patrzeć na człowieka – płonącą pochodnię i nie krzyczeć z przerażenia i strachu. Jak można coś takiego podziwiać?! Jeszcze do niedawna uważałem, że nazywanie cywilizacji, w której właśnie żyjemy: cywilizacją śmierci to jednak pewna przesada, dziś już nie mam wątpliwości, że tak właśnie jest. Zastanawiam się tylko nad jednym, czy ci, którzy z takim zapałem chcą budować samobójcy pomnik zdają sobie sprawę, że tym samym mogą zachęcać innych do pójścia w jego ślady? Czy wy, którzy rozpisujecie się z takim zapałem: jakim to wspaniałym, szlachetnym, odważnym człowiekiem był samobójca, patrząc na kolejną żywą pochodnię w tym kraju uznacie, że ta krew jest na waszych rękach? Czy raczej z czyściutkim sumieniem pójdziecie do swoich komputerów pisać kolejny pean ku czci samobójcy ?!
Utrata ukochanej osoby jest zawsze bolesna, ale gdy przyczyną śmierci jest samobójstwo, odczuwamy niezwykle silny ból, sięgający samego rdzenia naszej istoty. Nic już nie jest takie same. Pogrążeni w żałobie ludzie często zadręczają się poczuciem winy i odczuwają złość wobec osoby, która od nich odeszła. (Będę unikał stosowania tutaj wyrażenia „popełnić samobójstwo”, ponieważ sugeruje ono popełnienie wykroczenia. Duch nie ocenia tego czynu w ten sposób i ja również nie mam takich intencji.) Utracie towarzyszą głęboki, dotkliwy żal, który wydaje się nie ustępować. Serce zadręczają niezliczone pytania, na które nie sposób znaleźć odpowiedzi. Na całym świecie z powodu samobójstwa umiera rokrocznie ponad milion ludzi, a około dziesięciu do dwudziestu milionów dokonuje nieudanych prób samobójczych. Co dzieje się z tymi, którzy wybierają tę ścieżkę? Czy samobójstwo to grzech? Co możemy zrobić, jako społeczeństwo, aby obdarzyć większą miłością i uzdrowieniem tych, którzy mają myśli samobójcze? I jak mogą uzdrowić głębokie rany ci, którzy stracili w ten sposób swoich bliskich? […] „Wszystkim samobójstwom, na które można było wpłynąć z zewnątrz, rzeczywiście udało się zapobiec”. Świadomość tego faktu jest niczym kojący balsam dla tych, którzy bezskutecznie próbowali pomóc swoim zrozpaczonym bliskim. Gdy bierzemy odpowiedzialność za czyjeś samobójstwo, przeceniamy swoją moc. Jeśli straciliście kogoś w ten sposób, bądźcie pewni, że nic nie mogliście zrobić. Wraz z tym pokornym zrozumieniem przyjdzie przebaczenie samemu sobie. „Nikt nas nigdy nie opuszcza i niczego nie tracimy”. Tak naprawdę nie istnieje żadne, oddalone od nas miejsce, gdzie przebywają nasi ukochani zmarli. Wyższe wymiary zachodzą na naszą rzeczywistość i ją przenikają. Chociaż nie odbieramy tego swoimi pięcioma zmysłami, zawsze stanowimy jedność z tymi, na których nam zależy. Jesteśmy ze sobą połączeni nierozerwalnymi więzami serca. Miłość, jaką ich darzymy, zawsze im towarzyszy, tak jak my stale odczuwamy miłość, którą od nich otrzymaliśmy. To jest duchowa prawda, a nie sentymentalny banał służący pocieszeniu cierpiących. Niczym nieścieralny olej na płótnach naszej duszy, miłość, którą dajemy oraz przyjmujemy – ponieważ dawanie jest otrzymywaniem – staje się już na zawsze częścią nas. […] „Jeśli dotrzesz do serca młodego człowieka i poruszysz go, ta energia pozostanie z nim już na zawsze, nawet jeśli potem i tak odbierze sobie życie. Twoja pomoc wykroczy poza granice śmierci”. Miłość wyrażana w materii nie znika wraz ze śmiercią ciała – nigdy nie zostaje utracona. Społeczeństwo nie wyzbyło się jeszcze przekonania, iż tkwi w grzechu, mając myśli samobójcze. Osoby zastanawiające się nad samobójstwem są Świętymi Istotami, które stoją na rozdrożu. Niezależnie od podjętej przez nich decyzji, w tym momencie ktoś umrze, aby mógł narodzić się ktoś inny. Jeśli to nie oni zdecydują się na samobójstwo, wtedy umrze ten, kto chciał umrzeć. Narodzi się nowy człowiek, tak samo święty, lecz dający sobie prawo do fizycznego życia. Jeśli jednak popełnią samobójstwo, także ten, kto chciał umrzeć, odejdzie z tego świata. Ale narodzi się nowa istota, równie święta, dająca sobie prawo tym razem do niefizycznego życia. Na tym rozdrożu dochodzi do świętego odrodzenia duszy, niezależnie od tego, w jaki sposób to nastąpi, i nie należy tego oceniać. Nowe życie – w formie fizycznej lub duchowej – traktowane jest przez duszę jako święte. W przypadku odrodzenia się w rzeczywistości niefizycznej, dusza nie postrzega samobójstwa jako grzesznego afrontu wobec Boga. Pozbawiona wszelkiego osądu, z najwyższym współczuciem oraz bezwarunkową miłością zauważa: „Nie udało mi się przyswoić do końca moich lekcji. Spróbuję jeszcze raz”.Z perspektywy duszy samobójstwo rzeczywiście może umożliwić dalszy rozwój duchowy, który został zahamowany na planie fizycznym. „Czasem pewien nastrój lub stan umysłu utrwala się na tyle, że bardzo trudno jest z niego wyjść bez podejmowania drastycznych decyzji (…). Staje się [on] (…) nie do zniesienia, a życie samo zmusi do zmiany, nawet jeśli polega ona na odebraniu sobie życia”. […] „Czasem cierpienie jest tak silne, że dana osoba po prostu musi odejść i zacząć od nowa”. Po opuszczeniu gęstego planu ziemskiego, osoby, które odebrały sobie życie, są zwykle bardziej otwarte na pomoc i uzdrowienie. […] Dusza nie pragnie się zabić, ale rozumie, że samobójstwo nie wyznacza końca życia. Życie jest nieskończone, a rozwój na Ziemi może być bardzo intensywny, dlatego dusza może uwzględnić samobójstwo w swoim planie życia. Przed narodzeniem mamy nadzieję, że przyjmiemy nasz plan rozwoju z radością i podekscytowaniem. Jeśli jednak nie udaje się nam tego uczynić w ciele fizycznym, z pewnością uda się nam to w naszym wiecznym Domu. Jak dalej żyć po utracie ukochanej osoby, która odebrała sobie życie? Dobrze jest zacząć od wiary w możliwość uzdrowienia. Nasze przekonania tworzą naszą rzeczywistość – jest to podstawowa zasada duchowa. Brak wiary w uzdrowienie jest niczym innym jak zamknięciem swojej świadomości w kapsule ciemności, która nie pozwala przedostać się światłu do środka. Plany naszych wcieleń ulegają modyfikacji po przejściu takiej traumy, ale kochający Wszechświat podsuwa nam ludzi, wydarzenia oraz okoliczności, jakich potrzebujemy. A jednak możemy doświadczyć tylko tego, na co pozwalają nasze wibracje, a tym samym przekonania. „Uzdrowienie się po stracie bliskiej osoby z powodu jej samobójstwa, jest możliwe”. Jeśli temu zaprzeczamy, zamykamy się przed dobroczynnym przepływem energii Wszechświata. Otwierając się na możliwość uzdrowienia, przyciągamy do siebie uzdrawiającą moc. Przywołujemy wtedy anioły, przewodników duchowych, a nawet ukochaną osobę, która odeszła. Za naszym pozwoleniem pozostają oni przy nas, otaczając nas swoją miłością. Ich miłość będzie nas wspierać w sposób, który pozostaje niezrozumiały dla ludzkiego umysłu. A wtedy dojdzie do zmian w naszym życiu, które przyniosą nam okazje do rozwoju i potwierdzą pogląd, iż uzdrowienie jest możliwe. Uzdrowienie ma również miejsce wtedy, gdy utrzymujemy relację z ukochaną osobą, która odeszła (jak nam się zdaje). Komunikacja jest tu podstawą. Nasze myśli i słowa (wypowiadane na głos lub zapisywane) są energią, która przenika wszystkie wymiary. […] „Najlepsze, co możesz zrobić, to z nim rozmawiać. Bądź pewna, że on cię słyszy”. Nasze myśli o ukochanych osobach ich do nas przyciągają. Mogą oni wtedy poczuć naszą miłość znacznie mocniej niż wtedy, gdy przebywali w ciele fizycznym. Jeśli zechcemy utrzymać tę relację, będą komunikować się z nami w naszych snach oraz poprzez zjawiska elektryczne, takie jak dzwonienie telefonu lub przebłyski światła. Możemy wtedy nagle poczuć zapach wody kolońskiej lub perfum, których kiedyś używali. W ten sposób, pozostając z nimi w kontakcie, możemy uleczyć swój żal. Łatwiej nam wtedy będzie odczuwać ich ciągłą obecność. Świadomość, że nadal mamy wpływ na ich życie, ma bardzo uzdrawiającą moc. […] „Obdarowując go (…) miłością, pomagasz mu kochać samego siebie i wspierasz jego rozwój”. Miłość jest niezmierzona i nieograniczona. Wykracza poza iluzję czasu i przestrzeni. Utrzymywanie relacji z ukochanym zmarłym nie jest jedynym sposobem na uzdrowienie, które wymaga kontaktu z własnymi myślami i uczuciami. Możemy opierać się i walczyć ze swoimi wyrzutami sumienia, obwiniać się lub złościć albo pozwolić tym uczuciom być i objąć je z łagodnością, współczuciem i miłością. Osiągamy spokój wtedy, gdy: „pozwalamy emocjom być, bez przywiązywania się do nich”. Na kartach tej książki wielokrotnie pojawia się informacja: akceptacja jest przemianą. Stawiając opór myślom lub emocjom, wzmacniamy je. Wypieranie ich powoduje, że zostają zepchnięte do komórek ciała i przebywają tam, dopóki nie zostaną wyrażone. Akceptacja, z kolei, powoli rozpuszcza ból. Możemy mieć poranione serce, ale nie oznacza to, że jesteśmy swymi ranami. Serce staje się naczyniem dla cierpienia, z którego rodzi się większa świadomość. Wypieranie emocji jest potężnym komunikatem dla Wszechświata. Gdy pogrążona w cierpieniu osoba mówi: „Nie, nie będę się tak czuć”, Wszechświat odbiera jedynie „nie”. W ten sposób zablokowany zostaje przepływ duchowego zrozumienia, miłości, jasności i wszelkiej obfitości. Mówienie „tak” cierpieniu jest, pod względem energetycznym, równoznaczne z mówieniem „tak” całemu Wszechświatowi – pozwala na swobodne przepływanie ku nam wszelkich błogosławieństw. Przepływ Miłości z czasem zmywa poczucie winy i złość. Zakorzeniają się w nas wtedy głębokie współczucie oraz nieprzemijająca wdzięczność za piękno i świętość życia. Robert Schwartz Powyższy cytat pochodzi z książki Roberta Schwartza „Dar duszy”.
Odpowiedzi Odbieranie życia. Źródłem życia jest Bóg (Ps 36:9). Człowiek nie może przywrócić odebranego sobie ani komuś życia. Bóg oznajmił: „Wszystkie dusze należą do mnie” (Eze 18:4). A więc odebranie życia jakiemuś sobie lub stworzeniu jest targnięciem się na własność Boga. Każde zostało uczynione w określonym celu. Żaden człowiek nie ma prawa do odbierania życia, chyba że za pozwoleniem Boga i zgodnie z Jego wskazówkami jak miało miejsce w starożytnym Izraelu. versum odpowiedział(a) o 17:03 Ostatnio KK podchodzi do tego inaczej niż dawniej, gdy samobójstwo z reguły było jest zaplanowane to wtedy jest grzechem a niekiedy grzechem śmiertelnym w zależności od przyczyny tego samobójstwo było zdarzeniem nagłym i w afekcie to nie ma mowy o jest cały artykuł na temat rodzajów samobójstw i ich interpretacji od strony Kościoła --> [LINK] zdaje mi się, że tak gdyż odbieranie życia komuś innemu to grzech więc sobie to chyba też grzech :) Tak, jest to zlamanie 5 przykazania dekalogu. Wg Kosciola katolickiego, jest to grzech ciezki. Kiedys nawet nie chcieli dokonac pochowku samobojcy na swieconym cmentarzu. Tak, według religii chrześcijańskiej to się z ciekawości czy masz zamiar to zrobić? blocked odpowiedział(a) o 22:54 Czyż nie wiecie, żeście świątynią Boga i że Duch Boży mieszka w was? 17 Jeżeli ktoś zniszczy świątynię Boga, tego zniszczy Bóg. Świątynia Boga jest świętą, a wy nią jesteście. (1 Kor 3; 17)Tak, samobójstwo jest grzechem równorzędnym z zabójstwem... EKSPERTpiotrżar odpowiedział(a) o 09:27 Życie jest darem od Boga, nie można więc robić z niego niewłaściwego użytku ani samowolnie się z nim prawda samobójstwa nie da się usprawiedliwić, ale pocieszająca jest myśl, że o przyszłości drogich nam osób zadecyduje Bóg, który w pełni rozumie, iż za tym desperackim krokiem mogą się kryć czyjeś słabości i chodzi o kogoś, kto pochopnie targnął się na swoje życie, jako ludzie nie możemy osądzać, czy dostąpi zmartwychwstania, czy też nie. Ile było w tym jego własnej winy? Jedynie Bóg „przeszukuje wszystkie serca i rozeznaje każdą skłonność myśli” (1 Kronik 28:9). Bądźmy jednak pewni, że „Sędzia całej ziemi” uczyni to, co miłosierne, słuszne i sprawiedliwe! (Rodzaju 18:25). blocked odpowiedział(a) o 13:47 Tak,gdyż jest to złamanie przykazania ...Jednak jeśli ktoś jest i już nie wytrzymuje ale był dobrym człowiekiem,wierzył w Boga,modlił się i wypełniał Jego wolę ma szanse na zbawienie. blocked odpowiedział(a) o 16:57 Ostatnio rozmawialiśmy na ten temat z panią od religii. Ogólnie kocham ten temat i wiele o tym czytałem. Samobójstwo nie jest grzechem jak to kiedyś się uważało. Kiedyś nawet nie organizowano "wyjątkowych" pogrzebów dla takich osób jak to w dzisiejszych czasach. W tych czasach uważa się, że osoba, która odbiera sobie życie nie jest do końca świadoma i poczytalna przez co samobójstwo nie jest grzechem. blocked odpowiedział(a) o 22:32 Samobójcy powinni iść do więzienia. Jeżeli jest świadome i dobrowolne, to jest grzechem śmiertelnym (ciężkim). I ktoś taki na pewno po samobójstwie trafi do piekła, gdzie będzie spędzał wieczność w mękach, obok szatana. Uważasz, że ktoś się myli? lub
– Staram się nie epatować, nie obciążać znajomych depresją. W takich nawet najgorszych momentach było mi trudno powiedzieć, jak się czuję. Bo uważam, że to bardzo duży kaliber, tak powiedzieć: „nie mam siły żyć”. Miałam poczucie, że nie mogę obciążać bliskich tym gruzem, bo to był gruz – mówi Małgorzata Serafin, dziennikarka, autorka programu „Farbowanie życia”, w którym podejmuje temat depresji. Paulina Socha-Jakubowska, „Wprost”: Zastanawiam się, czy człowiekowi, który raz powiedział o swojej depresji, zrobił swoisty coming out, może znudzić się to, że temat ten wyciągany jest później przy każdej okazji? Małgorzata Serafin: Jakiś czas temu odsłuchałam pierwszy odcinek programu „Farbowanie życia”, w którym sama opowiedziałam o swojej depresji. I na początku zaznaczyłam, że chcę opowiedzieć tę historię, bo chcę ją opowiedzieć raz i nie musieć powtarzać. Wydawało mi się, że to z siebie zrzucę i tyle. Poza tym chciałam, może nawet nie uwiarygodnić się, ale powiedzieć, dlaczego podejmuję ten temat. Nie przypuszczałam, że wtedy się zacznie… Posypały się prośby o wywiady. Wiedziałam, że może nie wszystkie pytania i odpowiedzi pojawiły się w tamtym odcinku, więc zgadzałam się na nie i cały czas się zgadzam. Nawet nie chodzi o to, czy za każdym razem powiem coś innego. Zastanawiałam się nad tym, czy za każdym razem „dobrze zeznaję”. Ale nie obciąża mnie to, nie stresuje, a wiem, że każdy taki nowy wywiad komuś nowemu pomoże i to jest motywujące, dopingujące. Nie mam problemu, by rozmawiać o depresji po raz kolejny, bo depresja jest zmienna. Nawet gdy myślę o odcinku, który nagrywałam półtora roku temu, to wtedy byłam w zupełnie innym momencie niż teraz jestem. Nie boisz się określenia „deprecelebrytka”? Mówiłaś o tym w jednym z wywiadów. Nie, chyba nie ma mnie aż tak dużo. Widziałam kilka komentarzy, że nie miałam pomysłu jak wrócić do mediów, to powiedziałam, że mam depresję. Ale spędziłam 11 lat w telewizji zajmując się polityką i newsami… To, jakie komentarze czytałam na swój temat… © ℗ Materiał chroniony prawem autorskim. Wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy tygodnika Wprost. Regulamin i warunki licencjonowania materiałów prasowych.
czy myśli samobójcze to grzech